Aby nie było w ciele rozdwojenia, lecz aby członki miały nawzajem o sobie jednakie staranie. I jeśli jeden członek cierpi, cierpią z nim wszystkie członki; a jeśli doznaje czci jeden członek, radują się z nim wszystkie członki. Wy zaś jesteście ciałem Chrystusowym, a z osobna członkami. 

1 Kor. 12.25-27


 W Ciele Chrystusa nie ma niepotrzebnych członków. Choćby czasem się wydawało, że jakaś część ciała jest niepotrzebna, że właściwie to nigdy się do niczego nie przydała lub nigdy do niczego jej nie potrzebowaliśmy jednak takie myślenie jest złudne. 

Nawet gdyby zabrakło nam niewielkiego kawałka skóry na plecach to strata ta może okazać się duża. O wiele częściej myślimy o tak ważnych organach jak płuca, serce, żołądek niż o skórze na plecach. Właściwie to mało co ją używamy. Kiedy jednak jej zabraknie sprawa zaczyna wyglądać nieco inaczej. Osobom zainteresowanym szczegółów może udzielić nasz brat Mirek M. 

Dla zboru, lokalnego ciała Chrystusa, nie może pozostać obojętnym, że niektórzy wierzący zagubili się wąskich, krętych ścieżkach prowadzących do żywota wiecznego. Przez jakiś czas można to ignorować, lecz na dłuższy czas będzie to miało zgubny wpływ dla społeczności. Nie patrzymy obojętnie nawet na wypadające włosy. Dbamy o to, by mieć wszystkie zęby w komplecie. Troska o własne ciała i zdrowie jest nam znana i bliska. To normalny objaw. Dbając o stan ciała Chrystusa okazujemy należny szacunek Jezusowi. On zapłacił za zbory swoją własną krwią (Dz. Ap. 20,28). Zbory wspólnie stanowią Oblubienicę Chrystusa, która będzie towarzyszyć Mu na zawsze. Diabeł za wszelką cenę dąży do tego, aby Oblubienica Pana była słaba, chorowita, najlepiej kaleka. 

Kiedy skaleczymy rękę, żaden zdrowy na umyśle człowiek nie zignoruje tego mówiąc: niech sobie ta ręka choruje, przecież mam drugą sprawną. Nie minie wiele czasu a wda się zakażenie, które  zacznie rozprzestrzeniać się na cały organizm. Mała ilość kwasu zakwasi cały zaczyn (1 Kor 5.6). Jeśli ktoś nie dba o stan uzębienia po jakim czasie zacznie chorować na dolegliwości żołądkowe. Jedno oko nie poradzi sobie tak dobrze z widzeniem i oceną odległości jak wtedy gdy współpracują obydwoje oczu. W organizmie wszystkie elementy są ze sobą połączone i funkcjonowanie jednego organu wpływa na działanie pozostałych. Modlę się, aby Duch otworzył nasze oczy i dał zrozumienie odpowiedzialności jaką mamy względem siebie nawzajem jako członkowie jednego organizmu, ciała Chrystusa. 

Nie wiem na jakiej zasadzie działa środek znieczulający, ale można powiedzieć, że w pewnym sensie wyłącza on jakiś fragment ciała z łączności z pozostałą częścią. Znieczulona część jest niewrażliwa na ból a reszta ciała „tkwi w nieświadomości” co dzieje się ze znieczuloną częścią. Pamiętajmy, że używam w rozważaniach pewnych uroszczeń i analogii, aby lepiej zrozumieć duchowe zasady. Mam wrażenie, że siły ciemności w ostatnich latach wlewają środki znieczulające w zbory. Wierzący są w małym stopniu zainteresowani tym co dzieje się w życiu innych braci i sióstr. Widać duże „rozczłonkowanie” ciała, słabe relacje, zanikające więzi. Wspólne wyjazdy wydają się mało atrakcyjne, uczestnictwo w nabożeństwach przeradza się w niedzielny obowiązek, społeczności po nabożeństwach są nikłą konkurencją dla innych niedzielnych zajęć czy niedokończonych spraw zawodowych. Nie dążę do potępiania kogokolwiek lecz do tego, abyśmy byli świadomi następujących zmian i tego co one mogą oznaczać w perspektywie czasu. 

Zdrowe członki, także w trosce o własną przyszłość, powinny zająć się duchowym stanem chorych. Jakichkolwiek metod by nie użyły, wszystkie one mają zdążać do jednego celu: przywrócenie łączności chorych członków z Głową. Zdrowe członki powinny mieć świadomość, że jest to absolutnie jedyne uzdrawiające lekarstwo. Chorujący członkowie zboru nigdy nie stanowią neutralnej jego części. Paweł pisał: jeśli jeden członek cierpi, cierpi całe ciało (1 Kor 12.26). Cierpienie ciała Chrystusa może być neutralizowane kiedy wierzący wykazują słabą łączność z Głową, kiedy znaleźli się pod wpływem środków znieczulających typu przemęczenie pracą, uczestnictwo w różnych mnogich zajęciach dodatkowych, kursach, szkoleniach, niekontrolowane spędzanie czasu w internecie, przed TV, wyjazdy, wycieczki, ograniczenie spowodowane nadmiernym oszczędzaniem na spłatę kredytu itd. Życie potrafi wikłać nas na setki sposobów spychając sprawy duchowe na ostatni plan. A przecież jesteśmy duchowymi istotami umieszczonymi w tymczasowych materialnych ciałach w przemijającym materialnym świecie! 

Podsumowując myślę, że jedyną rzeczą, która jest w stanie przyciągać wierzących do kościoła, przyprowadzać nowych ludzi, którzy nie tylko przyjdą raz czy dwa, ale przyłączą się do zboru to widzieć Jezusa, który działa, uzdrawia, uwalnia, przemienia, przemawia, pomaga, jest na co dzień zaangażowany w każdą sprawę. Proponowanie wierzącym nowych programów, uatrakcyjnianie życia zborowego, podnoszenie jakości nabożeństw bez dawania miejsca Duchowi, aby mógł swobodnie poruszać się i dotykać naszych serc w taki sposób jak tylko On potrafi jest jedynie stratą czasu i energii. To zastępowanie rzeczy najlepszej, rzeczą dobrą lub taką sobie. We wszystkim co robimy powinno być wiele modlitwy i prośby do Boga, aby to On działał i jednoczył swe Ciało. 

Z pasterskim pozdrowieniem,

Krzysztof Krajewski

>>

Login Form